Parki wyciągnięte z kieszeni…

Czyli bardzo małe, by nie rzec symboliczne, ale dające oddech zielonych płuc miasta, chwile wytchnienia, a relaksu też tam nie zabraknie. Parki kieszonkowe zyskują coraz większe uznanie, choć formalnie z języka angielskiego, to określenie „pocket park” mówi, że najczęściej zajmuje on od 300 do 5000 m2.

Na świecie znane od wielu lat, w Polsce dopiero teraz zyskują popularność i są tak różne jak różna jest przyroda.

Czasami to tylko kilkaset metrów trawy, kilka drzew czy krzewów i ławki. Ale często architekci krajobrazu budują w centrach wielkich miejskich aglomeracji prawdziwe dzieła sztuki, które mają niepowtarzalny charakter, gdzie oprócz ławek mogą też być urządzenia do ćwiczeń czy mała gastronomia. 

Jednak zdaniem ekspertów nie wystarczy zasadzić drzewa, krzewy i posiać trawę. To już bowiem niemal cała nauka, gdyż do konkretnego miejsca trzeba wybrać odpowiednie gatunkowo rośliny, uwzględniając mikroklimat, warunki glebowe, ilość opadów, stopień nawilżenia albo nasłonecznienia.

Generalnie chodzi bowiem o to, aby po uwzględnieniu tych danych rośliny mogły się utrzymać nie tylko sezon, ale potem same mogły się tam rozwijać i żyć, z niewielką pomocą człowieka czyli sprzątaniem, czasami podlewaniem lub wzbogacaniem flory.

PS, Fot. Kurier Legnicki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *